fbpx

#005 – Bullshit w czasie pracy zdalnej [+18]

Rozmawiam z Igorem Mrozem na temat aktualny, troszkę sobie narzekamy, śmiejemy się, ale też mówimy o konkretach. 
Uwaga – odcinek bardzo mięsisty – zapraszam ludzi z dystansem do siebie 🙂

Mamy więcej, czy mniej bullshitu w dobie coronavirusa? Czy nie mamy co zrobić ze swoim czasem, dlatego pozwalamy zalewać swoje głowy masą często niepotrzebnego contentu? Jak praca zdalna wpływa na liderów w kwestii zarządzania swoimi ludźmi? Czy zespoły, pojedyncze osoby, potrafią odnaleźć się w takiej rzeczywistości, jak wpływa to na ich wydajność?

Gdy przyjrzymy się Social Media np. Linkedin nie będziemy musieli włożyć dużo wysiłku, aby stwierdzić, że co drugi ekspert wie, jak będzie wyglądała przyszłość. Większość z nich tworzy też treści z fantastycznymi poradami dotyczącymi pracy zdalnej.

Tylko kto ogłosił ich guru w tych tematach. Kto tak naprawdę w obecnej sytuacji może powiedzieć jak będzie wyglądała przyszłość. Wszystkie te przewidywania, artykuły, wykresy są bardzo deprymujące.

Nawiązując do tych artykułów i postów o pracy zdalnej. Jest z nimi troszkę tak, jak by to było sprzedawanie sprzedaży, w pokoju pełnym sprzedawców. W sumie tak do końca to nie ma się czegu dziwić, bo przecież mówiąc kolokwialnie „wszystko wokół się rypło”, dlatego co po niektórzy widzą cel w sprzedaży tematów takich jak „pomoc w przejściu na prace zdalną”, bądź „jak pracować zdalnie”.

Jednak zauważmy jak wiele firm tak naprawdę poradziło sobie i w kilka dni potrafiło zmienić proces, przejść na zdalny tryb pracy, nie korzystając z żadnych szkoleń. Co prawda jedna kwestia to możliwości techniczne takiej zmiany procesu. Druga to czy management, zespoły, pojedynczy pracownicy, będą potrafili pracować tak jak dotychczas. 

Kolejna ciekawostka. W tej chwili można odnieść wrażenie, że jest mnóstwo osób, które można nazwać „ćpunami webinarowymi”. Teraz wszyscy chcą robić live-y, webinary, podcasty, gdyż jest na to popyt, a ludzie siedzą i oglądają, uczestniczą.

Piotr Nabielec mówi, że ludzie w chwili stresu, kryzysu, zamiast spróbować swobodnie oddychać i starać się łapać dystans od trudnej sytuacji, to dalej czytają i analizują temat, który ich gnębi. Bądź rzucają się na cokolwiek innego, aby czymś się zająć. Teraz widać trend, że jedną tych jakichkolwiek rzeczy, są wbinary, live-y itd, „ćpają je”, ile tylko mogą.

Robią to zarówno odbiorcy, jak i strona je dostarczająca. Spójrzmy na podstawie np. firmy szkoleniowej, która w takiej sytuacji kasuje 90% kontraktów, albo przekłada je na „nie wiadomo kiedy”, na „może po epidemii”. Co w takiej sytuacji mają zrobić osoby, które przedtem jeździły po całej Polsce, mieli poukładane zlecenia, kontrakty, konferencje, teraz najzwyczajniej w świecie nie mają co robić. Tworzą, więc kontent o wirusie i pracy zdalnej, niestety często na średnim poziomie.

Oczywiście nie należy tez mówić, że informacje o pracy zdalnej są całkowicie, zupełnie nie potrzebne. Bardzo dobrze, jeśli osoby, które mają X lat doświadczenia w tego typu pracy przekazują kilka dobrych praktyk, podpowiedzi, co działa, co nie, w czym widzą problemy. Przekazywać trzeba wartość nie ogólniki takie jak: zainstaluj sobie Slacka i Zoom-a bez żadnych szczegółów wykorzystania i smaczków jakie ze sobą niosą.

Pokazać należy konkretne doświadczenie w pracy zdalnej, przekazać zdobytą wiedzę, techniki, a nie „papkę” nic nie wnoszącą do problemów, które mogą wystąpić, bądź występują.

Pragmatycznie podchodząc do tematu można wnioskować, że firmy, które w pewnym sensie dobrze działały nie potrzebują szkoleń, jak poradzić sobie z pracą nie będąc w biurze. Teza ta może być kontrowersyjna, ale pewnie sprawdzi się w wielu przypadkach.

Czy mamy teraz tak wiele czasu, że nie wiemy co z nim zrobić? Dlatego topimy go w wszelakiej maści webinarach? Darmowych stream-ów, webinar-ów i szkoleń online jest teraz zatrzęsienie. Nietrudno też zauważyć coraz większe konkurowanie i rywalizacje pomiędzy podmiotami generującymi tego typu kontent. Teraz niezmiernie ważne jest przebić się z wartościowym przekazem i aby mieć widownie, móc coś sprzedać, dostarczanie wartości jest kluczem.

Można też zauważyć pewien trend, że nie tylko prawdziwa wartość się sprzedaje. Pojawiają się „super specjaliści”, którzy „krzyczą, my Ci podpowiemy jak, co, gdzie”. Czy oni mają wartość, czy maja klienta, pewnie jest z tym różnie.

Jednak coś można poradzić, trzeba się dostosować i przenieść biznes, bądź jego część do świata online. Możliwe, że trzeba też będzie stworzyć nowe produkty dostosowane do nowego rynku.

Co z tymi co prowadzili szkolenia stacjonarne, a w obecnej sytuacji nie mogą tego robić, mają też problemy z szybkim dostępem do Internetu, aby prowadzić webinar, live czy szkolenie on-line?

Mateusz Żeromski podszedł do tego w taki sposób. Stworzył platformę e learning-ową z kursami online. Na której są krótkie filmy tematyczne z dużego zakresu wiedzy. 5 – 10 minut na film, takie „piguły” wiedzy dostarczające dużo informacji jednocześnie nie zanudzając słuchacza. Struktura platformy wygląda jak drzewo z wieloma gałęziami rozrastającymi się na wiele gałązek tematycznych. Dzięki czemu możemy przeczesując koronę drzewa wybierać, zbierać content, tak aby stworzyć indywidualne wielogodzinne lekcje. Budujemy treść cenną dna nas, ściśle dopasowaną. Bierzemy to co chcemy.

Wizualna oprawa filmów Mateusza odwzorowuję poprzednią rzeczywistość w dzisiejszym bardziej online-owym czasie. Jest sala, światło, flipchart i prowadzący.

Przenieść pracę czy szkolenie z sali, do świata Internetu, łatwo powiedzieć. 

Trzeba wczuć się w to medium i dostosować się, wybrać ciekawe narzędzia. Weźmy np. na warsztat aplikacje Zoom z funkcjonalnością breakout rooms do dzielenia grupy słuchaczy na mniejsze podgrupy, celem wykonania ćwiczeń. Ciekawym dodatkiem do spotkań są też interaktywne ściany, tablice do wspólnego np. rysowania jak na flipie czy tablicy sucho ściernej w biurze.

Nadal przekazujesz wiedzę, robisz szkolenia, spotkania, jest jednak coś czego w tym całym świecie online brakuje. Trudniej jest budować relacje z ludźmi, przekazywać nieformalne pytania czy wiedzę w kuluarach, poza salą szkoleniową, w przerwie na kawę czy lunch. Brakuje prostego porozmawiania twarzą w twarz o większych czy mniejszych problemach. 

Kolejna kwestia, dlaczego tak bardzo widać, że ludzie nie szukają nowych rozwiązań, nie chcą się adoptować i rozwijać. Dawniej pracowali tylko na mailach i nadal to robią. Obecnie pomimo pracy zdalnej bardzo mało widać pracy wspólnej np. na wirtualnych tablicach jak Mural, Conceptboard, Miro i wiele innych. Korzystając z tego typu narzędzi dużo łatwiej jest zorganizować efektywne spotkanie online, które zaowocuje pozytywnymi wartościami biznesowymi.

W całym tym wariactwie można dopatrzeć się pewnej prawidłowości, jeśli wcześniej miałeś niski standard pracy, to po przejściu na „pracę zdalną” będzie on równie niski.

Mówiąc ogólnikowo, nie wynikając w konkretne szczegóły, praca zdalna niewiele różni się od pracy stacjonarnej, jednak wybacza mniej błędów. Weźmy np. komunikację zespołu bądź współpracowników z osobą zdemotywowaną. Najprawdopodobniej taka osobą będzie miała wszystko „gdzieś”, nie ważne czy będzie w domu czy w biurze.

Można zastanawiać się także, co w obecnej sytuacji, ze słabymi liderami działów, zespołów. Jest dla nich pewna rada, teraz bardzo mocno należy skupić się na procesie, sposobie w jaki pracujemy, z jakich narzędzi korzystamy, jak przeprowadzamy spotkanie, a nie bezpośrednio na ludziach.

Obecnie lider nie może przejść się po firmie, biurze i „batem zaganiać” do pracy. Teraz lider musi skupić się na zaszczepianiu w pracowniku wewnętrznej motywacji i chęci do pracy. Tak aby pracownik miał co robić, dysponował potrzebnymi narzędziami (dodającymi mu pewności siebie), możliwość wykonania zadań i żeby je poprawnie wykonał.

Pomijając kwestie ekonomiczne i zdrowotne obecnego problemu „wirusowego”, można powiedzieć, że takie kryzysy są zbawienne w pewnych kwestiach. Wiemy jak strasznie może to zabrzmieć, ale sytuacje takie potrafią odsiać osoby trudne, niedostosowane, niereformowalne i uświadomić braki, dysfunkcje w organizacji.